Mama na drugim końcu Polski….sama…

Pierwszy raz w życiu, odkąd mam swoją pięcioosobową już rodzinkę, zrobiłam sobie od nich „wolne”, a mój mąż przejął całodobową pałeczkę kury domowej. Gdyby nie okoliczności wyjazdu, pewnie zamartwiałabym się już tydzień na przód czy oni beze mnie przeżyją tę całą dobę. Jednak uczucie pragnienia bycia tam, daleko, w drugiej części Polski, które towarzyszyło mi już od paru dni, tym razem przewyższało wszystkie moje obawy związane z moją nieobecnością w domu. Chęć przytulenia tej drugiej osoby, w momencie kiedy traci ona kogoś bliskiego ogarniała mnie od stóp do głów. Dlatego jechałam i nie wyobrażałam sobie, żeby miało mnie tam nie być.

Zaczynałam pisać ten post z zamiarem podzielenia się z Wami, tym jak poradził  sobie mój mąż w roli kury domowej i że tata Waszych dzieci potrafi sobie poradzić z nimi równie dobrze jak Ty sama. Jednak z każdym kolejnym zdaniem, wpis ten stawał  się coraz bardziej osobisty, zaczęłam poruszać zupełnie inną sferę moim uczuć. Zagłębiłam się w nie, i tak zostało…Miało być optymistycznie, ale niestety zrobiło się smutno…

      Jechałam  więc do mojej K., na drugi koniec Polski. Wolałabym jechać tam w zupełnie innych okolicznościach, jechałam jednak na uroczystość pogrzebową jej taty i brata. Mojego wujka i kuzyna. Jak już pisałam wcześniej, jechałam, bo nie wyobrażałam sobie, żeby miało mnie nie być przy niej w takim momencie.

       Kiedyś byłyśmy z K. jak siostry, nawet z wyglądu byłyśmy do siebie podobne. Płakałyśmy z radości przy każdym powitaniu, a żegnając się płakałyśmy  już z tęsknoty. Widywałyśmy się nie częściej niż raz na rok, ale listów do siebie pisałyśmy całe tony. Było coś co sprawiało, że byłyśmy ze sobą blisko. Lata jednak mijały, spotykałyśmy się coraz rzadziej, dzieliło nas zbyt dużo kilometrów. Każda z nas układała  swoje życie.  Ja wyszłam za mąż, pojawiła się nasza pierwsza córka i choć w moich myślach często przywoływałam wspomnienia z tamtych lat, nasz kontakt znacznie się pogorszył. Ona zaś wyprowadziła się ze swojego rodzinnego domu i zamieszkała ze swoim partnerem. Dzieliło nas ponad 500 km, więc siłą rzeczy nie było szans na częste spotkania. Po kolejnych dwóch latach, jakie minęły, od jej ostatniego pobytu u mnie,  dowiedziałam się od osób trzecich, że w jej życiu dużo się zmieniło. Zaczęłam się wtedy zastanawiać dlaczego ja nic o tym nie wiem, jak mogłam dopuścić do tego, że nie wiem o najważniejszych wydarzeniach, jakie miały miejsce w jej życiu. To był odruch jak wzięłam do ręki telefon, przecież musiałam dowiedzieć się co się takiego stało. Moja K. została mamą!!! Dowiedziawszy się o tym poczułam taką radość w sobie, jakbym to ja została mamą po raz kolejny!!! Zaczęły się smsy, dzwonienie, wysyłanie zdjęć i wszystko wydawało mi się takie, jakby tej przerwy w kontaktach między nami, w ogóle nie było. W miarę możliwości kontaktowałyśmy się ze sobą, miałyśmy też okazję do kolejnego spotkania, mogłyśmy trochę powspominać  i wiem, że tych wspomnień nikt nam nie odbierze.

Teraz jechałam tam i też wspominałam. Widziałam wujka, który wychodził przez  stare drzwi swojego domu, żeby nas przywitać i oczywiście płakał, z radości. Widziałam Go też jak żegnał się z nami i także płakał. Wspominałam kuzyna, w białej czapce z daszkiem. Wspominałam wspólną podróż pociągiem i nasze wypady nad Wisłę i barak, który stał za ich domem. Czułam smak świeżych ogórków, które rosły na polu, robiłyśmy z nich łódki, przekrawając na pół i wydłubując pestki. Jechałam tam, do rodzinnej miejscowości mojej K. i wiem, że prawdopodobnie byłam tam po raz ostatni, jednak wspomnienia i zdjęcia pozostaną.

W takich momentach czujesz, kto tak naprawdę jest Ci bliski. Kiedy K. zadzwoniła do mnie z tą okropną informacją, czułam jej rozpacz, potrafiłam się z nią utożsamić i myślami byłam cały czas z nią. Już wtedy chciałam tam być. Po raz pierwszy, przed wielogodzinną podróżą, byłam spokojna, nie miałam żadnych obaw, że po drodze może się wydarzyć coś złego. Moim priorytetem było, żeby ją przytulić i pocieszyć. Zawsze miałam taki żal, że mieszkamy tak daleko od siebie, ale teraz wiem, że rozłąka wiele nie zmienia. Stałam  potem nad ich urnami, trzymałam moją K. w swoich  ramionach  i czułam jak serce jej pęka z bezradności…. czułam w swoim serduchu jak jest jej ciężko…. Dotarło do mnie wtedy, że jeśli ktoś był i  naprawdę jest ci bliski, to chyba tak zawsze pozostanie….

 

Dbajcie o swoich bliskich….!!!

 

 

„ALE TO JUŻ BYŁO, ZNIKŁO GDZIEŚ ZA NAMI I CHOĆ TYLE SIĘ ZDARZYŁO, TAK NAPRAWDĘ WCIĄŻ JESTEŚMY TACY SAMI….”

 

 

 

 

Share on FacebookShare on Google+

Inne podobne wpisy

7 komentarzy

  • Okularnica
    6 lutego 2017 at 18:11

    Bardzo osobisty wpis.. wymagający dużej odwagi! Dbajcie o siebie i swoich bliskich 🙂 Korzystajcie z życia i pamiętajcie, że nie samą pracą człowiek żyje 🙂

  • La Blonde Vita
    5 lutego 2017 at 11:26

    Przykro się to czyta, ale prawda – dbajmy o bliskich. Chyba wszyscy znamy to uczucie straty…

  • Simple.dancer
    5 lutego 2017 at 10:56

    Bo dla wartościowej przyjaźni nie mają znaczenia kilometry. Moja bliska przyjaciółka wyjechała w zeszłym roku do Francji, ona jest szczęśliwa, bo wróciła do swojego kraju, ja płakałam z początku prawie codziennie. Ale w każdej naszej rozmowie, nawet po dłuższej przerwie, nie ma krzty żalu, nie czujemy jakbyśmy nie widziały się miesiącami. To ogromnie ważne, że byłaś przy niej w tak bolesnym dla niej dniu. Ja do tej pory pamiętam gesty najbliższych mi osób podczas pogrzebu mojego Taty. Pozdrawiam i życzę wiele szczęścia 🙂

  • LIFESTYLERKA - blog o dietetyce i zdrowym stylu życia
    5 lutego 2017 at 10:33

    Niestety w życiu już tak jest, że czasem los rozdziela nas z osobami, które były i są dla nas bardzo bliskie. Myślę, że czasem na co dzień nie doceniamy naszej rodziny, która z nami jest tak bardzo jak powinniśmy i jest to dobry temat do przemyślenia:).

  • JantkowaMama
    24 stycznia 2017 at 12:54

    Smutny, ale bardzo prawdziwy wpis. Czuje się przez niego Twoje emocje. Takie właśnie jest życie. Mieszkam od kilku lat na Śląsku. Dom rodzinny na Pomorzu, Rodzeństwo za granicą. Ubolewam nad tym, że w ważnych dla nas chwilach nie jesteśmy razem…..

  • Marta Kraszewska
    23 stycznia 2017 at 11:14

    Bardzo osobisty wpis. A niektórymi znajomosci tak jest, po rozlace czlowiekowi rozmawia się jak wczoraj. Przykro mi, ze Twoja K. Spotkala taka tragedia.

  • Dagmara
    23 stycznia 2017 at 11:14

    Faktycznie smutny wpis? Czytało się jak książkę, szkoda, że takie scenariusze pisze życie

Zostaw Komentarz

Autorka wpisów

Czarna Sowa

Rola mamy to obecnie najważniejsza rola jaką odgrywam w moim życiu. To moja rodzina zainspirowała mnie do przygody z blogowaniem. Na pewno znajdziesz tutaj coś dla siebie, zapraszam!!!

Zajrzyj także tutaj

Facebook - CzarnaSowa

Instagram

#selfie #black  #weeding #itsawoman
#goodfood#romantic#evening#
Instagram
#love#my#you#happy#nicedays
wrzosowo
#croatia#dinner#zdrówko#vine
#córka#mama#wakacje2017#thebest#smazingplazing
Instagram
#wakacje#kocham#chorwacja2017#relaks#słońce#plaża#mąż#żona

Napisz do mnie...

Jeśli masz chęć do podzielenia się z innymi Twoją radością lub smutkiem, a może znasz jakąś fajną historię z życia wziętą, napisz!! Ja z chęcią przekażę to dalej, w moich postach.

zBLOGowani.pl